Czy każdy głos w wyborach naprawdę ma taką samą wagę?

W debacie publicznej regularnie powraca pytanie: Czy głos każdego obywatela w wyborach powszechnych waży tyle samo? W teorii tak, z uwagi na to, że każdy wyborca dysponuje jednym głosem. W praktyce jednak nie zawsze, z powodu sposobu, w jaki rozdzielane są mandaty pomiędzy poszczególne okręgi wyborcze.

W Polsce liczba posłów przypadających na okręg wyborczy jest uzależniona od danych demograficznych, które niestety są rzadko aktualizowane. Skutek? W jednych okręgach mandat zdobywa się mniejszą liczbą głosów, a w innych znacznie większą. Ta różnica (nazywana malapportionment), oznacza de facto, że siła głosu mieszkańca jednego regionu bywa większa niż w innym.

Czy taki stan rzeczy da się zaskarżyć na gruncie prawa europejskiego?

Europejski Trybunał Praw Człowieka wskazuje na margines swobody państw

Punktem wyjścia jest art. 3 Protokołu nr 1 do Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, który gwarantuje prawo do wolnych wyborów i swobodną ekspresję opinii narodu przy wyborze parlamentu.

Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że nierówna siła głosów narusza tę zasadę. Jednak orzecznictwo ETPCz pokazuje coś innego. Trybunał wielokrotnie podkreślał, że państwa mają szeroki margines uznania w kształtowaniu systemów wyborczych, w tym w określaniu liczby mandatów przypadających na poszczególne okręgi. Ponadto, w przewodniku do art. 3 Protokołu nr 1 wskazano, że zróżnicowana wielkość okręgów nie jest sama w sobie sprzeczna z Konwencją, o ile wolę wyborców da się realnie wyrazić.

Za przykład może posłużyć sprawa Bompard p. Francji (2006), w której Trybunał nie dopatrzył się naruszenia Konwencji, mimo wyraźnych dysproporcji w wielkości okręgów.

Trybunał reaguje dopiero wtedy, gdy nieprawidłowości podważają istotę prawa wyborczego, np.:

  • Sprawa Riza i inni p. Bułgarii (2015) dotycząca wadliwych rejestrów wyborców i braku możliwości głosowania przez obywateli przebywających za granicą,
  • Sprawa Kovach p. Ukrainie (2008) dotycząca nieprawidłowości przy liczeniu głosów.

Jak podkreślono w przewodniku dotyczącym art. 3 Protokołu nr 1 do Europejskiej Konwencji Praw Człowieka: „However, the vote of each elector must have the possibility of affecting the composition of the legislature, otherwise the right to vote, the electoral process and, ultimately, the democratic order itself, would be devoid of substance (Riza and Others v. Bulgaria, 2015, § 148).” (Jednak głos każdego wyborcy musi mieć możliwość wpływania na skład władzy ustawodawczej, w przeciwnym razie prawo do głosowania, proces wyborczy, a ostatecznie sam porządek demokratyczny, byłyby pozbawione znaczenia. Tłum. własne)

Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej ma ograniczone kompetencje

Trybunał w Luksemburgu rozstrzyga sprawy dotyczące prawa Unii Europejskiej, a więc głównie wyborów do Parlamentu Europejskiego oraz wyborów lokalnych dla obywateli UE w państwach członkowskich.

TSUE nie posiada kompetencji, by badać krajowe wybory parlamentarne. Orzeczenia takie jak Delvigne (C-650/13) czy Eman & Sevinger (C-300/04) dotyczyły wyłącznie praw wyborczych w kontekście UE i nie mogą być rozszerzane na wybory do Sejmu czy innych parlamentów narodowych.

Czy istnieje furtka prawna?

Niektórzy autorzy wskazują, że ETPCz mógłby badać proporcjonalność różnic w sile głosów, powołując się na standard Komisji Weneckiej, która za dopuszczalne uznaje odchylenia do 10 – 15%. To podejście wydaje się atrakcyjne, ale pozostaje raczej teoretyczne. W praktyce utrwalona linia orzecznicza ETPCz idzie w przeciwnym kierunku i nie wymaga matematycznej równości głosów.

Podsumowując, Europejski Trybunał Praw Człowieka nie uznaje samych różnic w sile głosu za naruszenie Konwencji, o ile cały system wyborczy zapewnia wolne i rzetelne wybory oraz realną możliwość wyrażenia woli obywateli. Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej natomiast w ogóle nie posiada kompetencji do oceny krajowych wyborów parlamentarnych, jego orzecznictwo ogranicza się wyłącznie do wyborów do Parlamentu Europejskiego oraz praw wyborczych obywateli UE w wyborach lokalnych. W efekcie, z perspektywy jednostki, brakuje realnej podstawy prawnej, aby skutecznie zakwestionować nierówny podział mandatów między okręgami wyborczymi – zarówno w Strasburgu, jak i w Luksemburgu.

Ostatecznie więc problem nie leży w sądach europejskich, lecz w krajowym procesie legislacyjnym. To parlament, a nie ETPCz czy TSUE, odpowiada za aktualizację podziału mandatów między okręgi, by głos mieszkańca Suwałk czy Warszawy miał porównywalną siłę. Jeśli więc pytamy: „Czy każdy głos w wyborach naprawdę ma taką samą wartość?”, odpowiedź brzmi: nie zawsze. Ale droga do zmiany prowadzi nie przez trybunały międzynarodowe, lecz przez polityczną wolę reformy ordynacji wyborczej.

Wiktoria Górnaś

Czytaj również:

Serwis wykorzystuje pliki cookies do poprawnego działania strony. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich zapis lub odczyt. Informacje o zasadach przetwarzania danych osobowych przez Kancelarię Prawną Jankowiak Kolasiński Sp.k. dostępne są w naszej polityce prywatności.